Aktorem nie jestem. Jestem sobą.

Grudzień 19, 2013

Na stałe mieszka w Nowym Jorku. W swojej karierze wydał kilkadziesiąt płyt z muzyką jazzową, niedawno zagrał w filmie „Mój rower”. O wrażeniach z planu filmowego, losie i planach na przyszłość z Michałem Urbaniakiem rozmawia Marta Zieleń-Puszczecka.

Jak jazzman odnalazł się w świecie filmu?
Ten świat nie był i nie jest mi obcy, ponieważ jestem kompozytorem muzyki do wielu filmów. Natomiast zadanie aktorskie zaproponowane mi przez Piotra Trzaskalskiego potraktowałem jako wyzwanie. Obiecałem mu zresztą, że będę sobą, bo aktorem nie jestem. I tak się stało.

Jazz to improwizacja. Czy na planie filmu „Mój rower” mógł Pan sobie również pozwolić na improwizację?
Miałem niebywale komfortową sytuację, bo Trzaskalski świetnie zna się na jazzie. Wiele sytuacji na planie porównywaliśmy do muzyki, więc mieliśmy porozumienie totalne. Także w improwizacji. Piotr jest bardzo mądrym facetem i gdy coś mi z tekstu „nie leżało”, to rozumiał. Powiedział: „Jeśli zmieniasz tekst, to znaczy, że był źle napisany”. Bardzo mi to pomogło na planie.

Skąd wziął się pomysł na debiut filmowy?
To nie był mój pomysł. Reżyser zobaczył mnie przez przypadek w łódzkiej Manufakturze, zrobił mi zdjęcie swoim iPhone’m i stwierdził, że wyglądam jak bohater jego filmu. Później produkcja zadzwoniła do mojej menadżerki, która przeczytała scenariusz i stwierdziła, że ta rola jest dla mnie.

Muzyka, książka, film… Świetnie odnajduje się Pan w świecie kultury. Pokusiłabym się o sparafrazowanie słów, że talentem jest Pan obywatelem świata. Jak się Pan w tym wszystkim odnajduje?
Życia nie można zaplanować. Tak się po prostu dzieje. Dla mnie najważniejsza jest, była i będzie muzyka. To ona mnie wiedzie . Oczywiście staram się mieć wpływ na wiele spraw, ale nie wszystko można przewidzieć i z góry założyć pewne sytuacje.

Jak na przykład spotkania z Milesem Davisem?
To spotkanie oczywiście było dla mnie ważne, bo grałem z moim guru. Ja tego nie zaplanowałem i nie wymarzyłem. Tak się po prostu stało i utwierdziło mnie w przekonaniu, że i tak na końcu najważniejsza jest prawda.

A propos bycia obywatelem świata. Skąd Pan czerpie tyle energii, by łączyć życie w Nowym Jorku, Warszawie, a przy tym wciąż tworzyć?
Myślę, że jest parę elementów: geny, prawda i muzyka. Zawsze twierdziłem, że niepotrzebne są granice państw. Ja wszędzie czuję się dobrze, ale najlepiej w Nowym Jorku. Tam jest mój dom.

Rzeczywiście w jazzie nie osiąga się perfekcji?
Osiąga się perfekcje, która jest interpretacją chwili.

Jakie ma Pan plany na przyszłość? Czy możemy się Pana spodziewać w innej dziedzinie kultury? A może pójdzie Pan za ciosem i wystąpi w kolejnym filmie?
Na razie mam swoje pomysły muzyczne do zrealizowania. Nie szukam niczego na siłę. Zobaczymy, co los przyniesie.

Autor: Marta Zieleń-Puszczecka

Brak komentarzy

Możliwość komentowania jest wyłączona.