Menu
wyniki dla: Polska (zmień)
mecenasi TopKultury:
Biały anioł z czarnym charakterem [wywiad]

Gdy umawiamy się na rozmowę jest stanowcza i dyktuje swoje warunki. Gdy wspomina rodzinne Wilno i swojego nauczyciela gry na akordeonie w jej oczach błyszczy łezka. Śmieje się, gdy opowiada o lekcjach śpiewu w Warszawie. Rozpala, gdy mówi o Annie German i pracy na planie rosyjskiego serialu „Anna German. Tajemnica białego anioła”, który stał się hitem TVP. To rola jej życia. Joanna Moro doskonale wie, czego chce. I to osiągnie.  Jest dopiero na początku swojej drogi.  



Z Joanną Moro rozmawia Paulina Sygnatowicz

Warszawską Akademię Teatralną kończyłaś razem z Martą Żmudą-Trzebiatowską, Katarzyną Dąbrowską, Olgą Szarzyńską. Pamiętam, jak mówiłyście mi wtedy, że marzycie o tym, aby grać w teatrze. Tymczasem dzisiaj częściej można zobaczyć was na małym ekranie niż scenicznych deskach. Co się stało z tymi marzeniami?

Rzeczywiście po szkole bardzo stawiałam na aktorstwo teatralne. Odmawiałam ról w filmach, aby chodzić na próby w teatrze. Grałam w warszawskiej Scenie Prezentacje. Żeby grać w tatrze trzeba się dużo nachodzić, naprosić. I nie są to role marzeń, role, które dawno nam grać w szkole teatralnej. Film daje dzisiaj większe możliwości. 

Jaka jest twoja rola marzeń?

Swoją rolę marzeń już zagrałam. To rola Anny German w rosyjskim serialu. Muszę podziękować za nią Bogu i nie być pazerną. To była ogromna paleta przeżyć: dziewczęca naiwność, pierwsza miłość, pierwsze zawody miłosne, pokonywanie wstydu na scenie, ciężki wypadek, walka ze sobą, z własnymi słabościami i ułomnościami, powrót na scenę, urodzenie dziecka, rozterki: czy zostawić dziecko i wyruszyć w trasę koncertową, wreszcie rak i odchodzenie. Byłam i brzydka i ładna i nieciekawa.  To była rola marzeń. 

Nie wierzę, że nie ma roli, której nie chciałabyś teraz zagrać…

Anna była aniołem. Nie miała złych cech, kochała wszystkich. Teraz chciałabym zagrać odmienny charakter, wbrew swojemu emploi. Jestem uśmiechniętą, radosną osobą, ale są gdzieś we mnie pokłady niesforności, czarnej energii. Chciałabym zagrać kobietę mocną, niepokazującą uczuć.
 
Lady Makbet?

Nie. Chciałabym teraz zagrać coś współczesnego, we współczesnym stroju. Kobietę mocną, której facet w ogóle nie jest potrzebny, która nie ma wyrzutów sumienia.  Taką Nikitę.

Dla delikatnej blondynki, takiej ja ty, byłoby to wyzwanie…

Rola Anny German także była wyzwaniem. Jestem osobą energiczną, mam tysiąc pomysłów na minutę, a Anna German była osobą stonowaną, spokojną,  delikatnie uśmiechniętą. To zupełnie nie byłam ja. Musiałam ze sobą walczyć na planie, aby grać powściągliwie. Było mi łatwiej, bo robiłam to za granicą, więc nie miałam kontaktu ze swoim normalnym życiem, rodziną, przyjaciółmi. Ale to nie było też tak, że zupełnie wcieliłam się w tą rolę, że przez siedem miesięcy byłam Anną German. Po ciężkim dniu pracy i ciężkich emocjonalnie scenach bardzo lubiłam się wyszaleć, wyładować, wrócić do siebie. 

Krystyna Janda budowanie roli zaczyna od butów, w których będzie chodziła jej bohaterka. A ty?

Ja zaczęłam od dogłębnej analizy charakteru mojej bohaterki, od lektury na jej temat. Skontaktowałam się z biografką piosenkarki. Ona pokazała mi jej prawdziwe torebki, szale (Anna German je uwielbiała). Spotkałam się z panem Zbigniewem Tucholskim, mężem Anny, który bardzo mi pomógł. Byłam w jej domu. Tam wszystko jest pozostawione tak, jak było kiedyś. Stoi pianino, na pianinie leżą jej płyt, na ścianach wiszą jej ulubione obrazy. Pan Zbigniew bardzo hołubi pamięć o swojej żonie. On ją dla siebie zatrzymał, pozostał w tych pięknych czasach. Ja bym tak nie potrafiła. 

Anna German miała bardzo charakterystyczny głos. Nie miałaś problemu ze śpiewaniem jej piosenek?

Przygotowując się do roli chodziłam na lekcje śpiewu do studio, które kiedyś nosiło imię Anny German. Uczyłam się tam metody śpiewania polegającej na specjalnej postawie, specjalnym otwieraniu gardła. Na początku wyglądało to dla mnie trochę śmiesznie. Na pierwszej lekcji tupnęłam więc nogą. Moja nauczycielka powiedziała: albo wychodź albo mnie słuchaj, bo nie będę uczyć takiej niegrzecznej uczennicy. Ta metoda jest bardzo trudna. Anna German miała ją od Boga. Mogła wstać w środku nocy i zaśpiewać akurat takim głosem. Dzisiaj tak już się nie śpiewa. 

Ten serial to produkcja rosyjska. Praca w Rosji różni się od tej na polskim podwórku?

W Rosji kręci się inne formaty telewizyjne. Serial o Annie German będzie miał dziesięć odcinków po czterdzieści pięć minut. Kręcony był z wielkim rozmachem. Zdarzało się, że nagrywaliśmy jedną scenę dziennie.  Tak jak ciężkie było życie Anny German, tak ciężko szła nam ta produkcja. Trzeba było podejmować trudne decyzje, zmieniali się reżyserzy, ekipa. Aby grać w Rosji trzeba mieć silne nerwy. Warunki pracy na planie są tam naprawdę ciężkie. Nie ma tam tak zwanych „barobusów” jak w Polsce, więc jedzenie na planie jest sporadyczne. Jest bardzo zimno albo bardzo gorąco. Są duże odległości, które aktor musi pokonać chcąc dojechać na plan, często w bardzo ciężkich warunkach. Nie zawsze jest dobre połączenie, więc aktor jedzie samochodem bez klimatyzacji nawet 13 godzin. I nie marudzi. U nas to nie do pomyślenia. Za to bardzo cenię rosyjskich aktorów.

Daniel Olbrychski uważa, że polscy aktorzy nie mają czego szukać w Hollywood, za to rosyjski rynek stoi dla nich otworem.

W Rosji codziennie przed telewizorami zbiera się 40 mln ludzi, jest dla kogo pracować! Rosjanie kręcą dużo filmów i seriali i cenią polskich aktorów. Bardzo lubią Magdalenę Górską, Karolinę Gruszkę czy Pawła Deląga. Polscy aktorzy, zwłaszcza ci starszego pokolenia, znają język rosyjski, to ułatwia. Ale to nie znaczy, że polskim aktorom jest tam łatwiej dostać rolę. 

Twoim atutem jest fakt, że skończyłaś szkołę muzyczną. Grasz na akordeonie. Skąd pomysł na ten mało kobiecy instrument?

Z przypadku. Mój dziadek grał na akordeonie. Mama wpadła na pomysł, aby posłać mnie w Wilnie do szkoły muzycznej dosyć późno, dopiero w trzeciej klasie podstawówki. Moja siostra poszła do klasy z pianinem, ja też chciałam, ale powiedzieli mi, że na pianino jestem za stara. Wybrałam akordeon, choć byłam bardzo chudym dzieckiem. Ale bardzo się cieszę, bo nauczyło mnie to otwartości na inne sposoby myślenia. Miałam wspaniałego nauczyciela, Litwina, którego do dziś miło wspominam. Miał ogromne poczucie humoru, a przy tym był ogromnie ciepłym człowiekiem. Dziś już nie gram na akordeonie, ale w szkole teatralnej bardzo mi się przydał. 

Pamiętam spektakl, w którym grałaś na akordeonie i tańczyłaś tango...

Na roku mieliśmy kolegę, który świetnie tańczył taniec towarzyski i stworzyliśmy projekt łączący teatr z tańcem. Będę wspominać to do końca życia. Nie było łatwo, nie jestem tancerką, na co dzień nie noszę obcasów, a do tanga zakładałam wysokie buty. Ćwiczyłam ze łzami w oczach. 

Nie marzył ci się „Taniec z gwiazdami”?

 Nigdy nie pchałam się do show biznesu, ale wiem, że teraz muszę. Nie chcę, żeby rola Anny German przeszła zapomniana. Myślę, że warto sobie o niej przypomnieć, bo była człowiekiem, z którego warto brać przykład. Dlatego teraz angażuję się w show biznes. Lubię wyjść wieczorem na trzy godziny ubrana w piękną suknię, na obcasach. Zwłaszcza, że na co dzień chodzę zwyczajnie ubrana, chociaż lubię modę. W Wilnie przez parę lat byłam modelką.  Mam wrażliwość na ładne rzeczy, ale się do nich nie przywiązuje. 

Ponoć zazdrościsz ludziom, którzy mają porządek w szafie…

Bo ja jestem straszną bałaganiarą, osobą, która nie jest poukładana. Tak jak Anna Seniuk, która na jedne z naszych zajęć przyszła i mówi: „zostawiłam telefon w tym sklepiku, w którym robiłam xero. I teczkę ze scenariuszami. Weź kluczyki do samochodu, tu masz adres i przywieź mi to”. Są ludzie, którzy nie myślą o takich przyziemnych rzeczach jak porządek w szafie czy telefon, ale o ludziach, emocjach, szczęściu. Taka jestem i nie chcę się zmieniać. 

Autor: Paulina Sygnatowicz | Data: 2013-06-03 21:55:36
Tagi: Joanna Moro, Anna German, serial

Dodaj do ulubionych Powiadom znajomego Facebook
Wydrukuj artykuł Zgłoś nadużycie
Najpopoularniejsze artykuły